Aktualności

Zmarł Stanisław Wolski – wrocławski bajarz

publikacja / 26-02-2021
banner

Zapamiętałem Go jako ulicznego „Stracha na Wróble”, Świętego Mikołaja i Clowna. Dzieci do niego lgnęły, a on swoje role traktował bardzo poważnie, twierdząc – w rozmowach przy kawiarnianym stoliku w Literatce na wrocławskim Rynku – że gra z dziećmi i dla dzieci jest bardzo odpowiedzialna. Uważał, że każda nieuczciwość względem nich może mieć konsekwencje na całe życie. Kochał radość dziecięcej widowni. Jego gwizdek ceramicznego kogucika był magiczną kurtyną, która rozpoczynała Jego spektakle. Był cenionym animatorem kultury i Świadkiem Historii Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”. W zmarłym 25 lutego w wieku 72 lat aktorze Wrocław utracił swojego bajarza.

Stanisław Wolski urodził się w 1948 roku nieopodal Lwówka Śląskiego w wiosce Bielanka, ale od 1956 roku mieszkał we Wrocławiu, początkowo na Książu Małym, nieopodal pętli tramwajowej.
W jednym z wywiadów wspominał, że wrocławski tramwaj był dla niego jak pociąg – zachętą do podróżowania i poznawania miasta. Z uśmiechem przyznawał się do tramwajowych wagarów
i ucieczek z lekcji. Z tym obowiązkiem szkolnym miał rzeczywiście kłopot, ale późniejsza edukacja zaowocowała ciekawymi doświadczeniami życiowymi. Maturę dla dorosłych zdawał
z milicjantami i żołnierzami orkiestry garnizonowej. Z tymi ostatnimi był też w artystycznej przyjaźni, zakładając nieformalną grupę artystyczną „Theatrum 70”. Jak przystało na wczesne lata siedemdziesiąte, wspólnie kontestowali nudną socjalistyczną rzeczywistość i to nie tylko artystycznie, ale też w sposobie ubioru i fryzur. W jednym z wywiadów Stanisław Wolski wspominał o swoich długich włosach. Ta specyficzna nonszalancja ubioru i włosów była nawet jego artystycznym wyróżnikiem, do której z czasem dołożył gawroszowe kaszkiety.

Pod koniec lat 70. XX wieku jako absolwent Wydziału Lalkarskiego związał się z Teatrem Kalambur. Można Go było zobaczyć w ważnych inscenizacjach tego zespołu: „Król malowany” Urszuli Kozioł w reżyserii Bogusława Litwińca (1979), „Mur” w reżyserii Jerzego Hutka (1980) czy „Kandyd, czyli optymizm” Voltaire’a w reżyserii Zbigniewa Papisa. Z przyjaciółmi z teatru, m.in.
z Krzysztofem Piaseckim, założył kabaret „Gralak Marian”, który miał premierę w legendarnym klubie studenckim „Pałacyk”.

Stanisław Wolski występował też w filmach. Swoją przygodę z tą formą aktorstwa rozpoczął epizodem w 5. odcinku serialu „Przygody psa Cywila”, a najdłużej występował w serialu „Pierwsza miłość”. Sceną była dla niego także wrocławska ulica – tu tworzył rozmaite happeningi i dawał uliczne przedstawienia. W wywiadzie, którego w 2004 roku udzielił Jolancie Podsiadły, powiedział: „Kiedy rano wstaję i wychodząc do pracy, na ulicy znajduję piórko, zawsze je zabieram ze sobą, bo wierzę, że mógł je zgubić mój Anioł Stróż”.

Stanisław Wolski podczas otwarcia wystawy „Solidarny Wrocław”,
27 sierpnia 2010 roku / zbiory Centrum Historii Zajezdnia

Stanisław Wolski podczas otwarcia wystawy „Solidarny Wrocław”,
27 sierpnia 2010 roku / zbiory Centrum Historii Zajezdnia


Był mistrzem opowiadania. Uważał, że właśnie słowo ma wielką wagę. Opowieści uczył Go dziadek, który pozostawił Mu ważne przesłanie w technice tej narracji: nie wolno kłamać, ale każdą opowieść trzeba należycie ubarwić.

Stanisław Wolski marzył o stworzeniu we Wrocławiu archiwum ludzkich opowieści. Wspominał, że wiele wspaniałych barwnych opowieści o mieście i ludzkich losach usłyszał od wrocławskich kamieniarzy, z którymi pracował w Przedsiębiorstwie Konserwacji Zabytków. Żałował, że wiele takich historii przepadło wraz z odejściem osób, których relacje nie zostały należycie zebrane
i utrwalone.

Stanisław Wolski podczas jednej z Radosnych Parad Niepodległości we Wrocławiu.
Fot. Robert Syta / archiwum Radosnej Parady Niepodległości ze zbiorów Ewy Skrzywanek


W 2007 roku swoimi opowieściami podzielił się z Ośrodkiem „Pamięć i Przyszłość”, stając się naszym Świadkiem Historii. Opowiadał m.in. o przestrzeni społecznej powojennego Wrocławia
i Wrocławiu z lat 1956–1997. „Wrocław, czyli najbardziej polskie miasto z polskich miast, ponieważ przyjechali tutaj wszyscy ze wszystkich stron. Jeżeli materia ludzka jest najważniejsza na tym świecie, no to można taką tezę zaryzykować” – mówił w rozmowie z Juliuszem Woźnym, snując przy tym opowieści o wrocławskich osadnikach, społecznościach dzielnic Nadodrze, Księże Małe
i Brochów, o swoich przedsięwzięciach artystycznych, a także o mikrospołecznościach spotykających się w barze Złota Kaczka.

Przez ponad 40 lat mieszkał we Wrocławiu przy ul. Lwowskiej. Twierdził, że to zew serca kazał mu tam zamieszkać. Miał ogromny sentyment do Lwowa, choć sam lwowiakiem nie był. Środowisko kresowe było dla niego wielką inspiracją. Twierdził, że to dźwięk pewnych słów, ich brzmienie
i fraza muzyczna wywoływały w nim natychmiastową chęć poznania i wniknięcia w to środowisko. Uważał, że to we Lwowie skupia się cała największa i najpiękniejsza historia polskich Kresów.

Stanisław Wolski podczas otwarcia wystawy „Solidarny Wrocław”,
27 sierpnia 2010 roku / zbiory Centrum Historii Zajezdnia


W czasie wielkiej powodzi w 1997 roku nie tylko brał udział w obronie miasta, ale jako czujny obserwator przyglądał się ludziom i ich współdziałaniu. Cenił solidaryzm, jaki narodził się wówczas wśród wrocławian. W swojej relacji złożonej w Centrum Historii Zajezdnia mówił: „Oby
w tym naszym kochanym Wrocławiu, [ten] wzorzec postępowania był pouczający […]. Bądźmy zawsze ku sobie”.

Stanisław Wolski wielokrotnie bywał w Ośrodku „Pamięć i Przyszłość” oraz w Centrum Historii Zajezdnia, uczestnicząc w naszych projektach. Razem z nami w sierpniu 2010 roku otwierał wystawę „Solidarny Wrocław”. Niestety, więcej już nas nie odwiedzi i nie będzie snuł kolejnych opowieści o naszym mieście. Wrocław stracił swojego bajarza…

dr Marek Mutor
dyrektor
Centrum Historii Zajezdnia

współpraca: Paweł Skrzywanek